królestwo

królestwo

Królowa i król rządzą mądrze. Każde z nich podejmuje decyzje właściwe dla swojego ludu. Akceptuje to, że część poddanych jest w błędzie, ale pozwala im na wyrażanie swojej opinii, a nawet gniewu. Nie tłumi negatywnych emocji, żeby utrzymać równowagę. Dąży do tego, żeby wysłuchać wszystkich, a potem dla wszystkich dobra, działać i rządzić.
Królestwo jednoczy harmonia. Poczucie zagrożeń schodzi na margines, ustępując miejsca błogiej celebracji codzienności.



Teraz wystarczy, że uświadomimy sobie cały postęp nauki i to, że nie jesteśmy jedynką, liczbą, ale raczej ilością. Im dalej zagęszczać, tym więcej układów, narządów, bakterii, komórek oraz atomów. Od nas zależy, jak licznym królestwem chcemy władać. Wystarczy przyjrzeć się sobie odpowiednio bliżej.
Głosowanie i zwiastun tematu o świadomym śnieniu

Głosowanie i zwiastun tematu o świadomym śnieniu

Czas na podsumowanie głosowania. Oddaliście 56 głosów, zawierających 117 wyborów, najrzadziej wskazując propozycje Historia w historii oraz Człowiek człowiekowi wilkiem (8 i 10% głosów). Środek tabeli należał tym razem do tematów o: Puszce Pandory (14%), Najpiękniejszych utopiach (16%), Podwodnym królestwie (17%), dalej Przełomowa muzyka i 19% oraz Święta geometria ze zdobyczą w wysokości 23%. Czas na pierwszą trójkę.



Miejsce trzecie i 26%, a jakże, Dziwactwa wielkich ludzi. Ten temat zawsze znajdzie swoich odbiorców. Mocno interesuje was także, Co zostało jeszcze do odkrycia. Temat zgarnął aż 30% głosów i podejrzewam, że do niego wrócimy, bo rzeczywiście jest kuszący. 
Miejsce pierwsze to Świadome sny. Kilka lat temu poświęciłem sporo czasu na teorię, praktykę i doświadczenia związane ze świadomością podczas snu. Czas na wnioski.
Tekstu spodziewajcie się pod koniec tygodnia - weekend wydaje się najlepszą porą na czytanie dłuższych rzeczy. A wcześniej podrzucimy wam kilka lekkich wpisów, żeby uprzyjemnić środek tygodnia. 




Udanej celebracji!
Normiki vs Trollnet – czyli jak walczyć z hejtem w sieci?

Normiki vs Trollnet – czyli jak walczyć z hejtem w sieci?

O tym, że słowa ranią, wie każdy, każdy również wie, że humor względny jest. Granica między śmieszkowaniem a obrażaniem innych jest cienka, a nawet się zaciera.
Z zaciekawieniem obserwuję aferę internetową, która wybuchła parę dni temu. Ukazała ona dwa poważne problemy w dobie Internetu:
1. Gdzie kończą się granice śmieszkowania?
2. Jak reagować na kontrowersyjne dla nas materiały w sieci?

Dla osób niewtajemniczonych:

16 czerwca Strona na fb Satyra Polityczna wrzuciła ten oto mem:



Na memie Pani Premier przypomina Pana Filipa Chajzera, co wydawać się może zabawne, jednak nie każdy wie, że 2 lata temu w wypadku samochodowym zginął syn Pana Filipa Chajzera, który na swoim fanpage’u liczącym ok. 700 tyś fanów opublikował screena z memem i ten oto tekst:



Jak to mówią: co się stało, to się nie odstanie. Tysiące fanów wyrażało swoje zdanie na fb celebryty, jak i na stronie, która mem udostępniła. Pan Filip pod wpływem emocji opublikował informację na temat rzekomego autora mema, załączam również niepokojące komentarze fanów.




W międzyczasie mem został usunięty ze strony Satyry Politycznej, a administracja opublikowała oświadczenie wraz z przeprosinami. Po opublikowaniu przez Pana Filipa danych rzekomego autora mema, administracja zedytowała posta. Całość wraz z editem niżej:



Większość wpisów celebryty została przez niego usunięta w przeciągu doby, jednak w internecie nic nie ginie. W odpowiedzi na reakcję Pana Chajzera Satyra Polityczna opublikowała następujący post:


Nie interesuję się dramatami, nie oglądam telewizji, nie czytuje Pudelka ani Faktu. Jak administracja Satyry kojarzę Pana Chajzera z reklam i nic o jego osobistym życiu nie było mi wiadome do czasu całej afery. Nie sensacja mnie w całej tej sprawie zainteresowała, lecz obrót wydarzeń. Oczywiście bardzo współczuję Panu Chajzerowi straty dziecka, uważam że aż tak czarny humor jest niesmaczny, jednak coś dla nas niesmacznego może kogoś bawić, a przynajmniej autora. Zachowanie dziennikarza TVN, posiadającego spore grono odbiorców, zaniepokoiło mnie bardziej niż sam mem. Obraźliwe zwroty, upublicznianie danych osobowych, nawoływanie do linczu i aprobowanie go przez osobę publiczną posiadającą 700 tysięcy fanów przeraziło mnie.
Przypomniało mi to sprawę, gdy raper Peja na swoim koncercie, widząc na sali osobę, która pokazuje mu środkowy palec, krzyknął do fanów "Wiecie, co z nim zrobić" – tak, wiedzieli. Chłopak został dotkliwie pobity przez tłum, cała sprawa trafiła do sądu, który nakazał publicznie przeprosić oraz przekazać 6000 zł na rzecz poszkodowanego.

Po dwóch dniach, gdy emocje już opadły Pan Chajzer napisał na swym fanpage'u:


W odpowiedzi Satyra zamieściła następujący post:



W tym momencie, aż chce się zaśpiewać fragment piosenki Budki Suflera: ''Trzeba wiedzieć kiedy, ze sceny zejść N I E P O K O N  A N Y M.''

I tak dla kontry opowiem Wam o Panu Michale Karmowskim, znanym polskim kulturyście, który walkę z hejtem wygrał, jak to mówią trolle RiGCZowo (Rozum i Godność Człowieka). Otóż w sieci pojawił się mem, którego treść wskazywała na seksualne relację Pana Karmowskiego z... jego córką. Paskudna sprawa, mało śmieszna (jak zaraz zobaczycie, dla autora zdecydowanie już nieśmieszna). Kulturysta sprawy nie nagłaśniał, nie udostępniał mema na swoim profilu, nie groził, nie wyzywał. Wytropienie autora mema, jak się okazało nastoletniego Maksa, zajęło mu 10 miesięcy. A oto relacja ze spotkania Panów:



Osobiście uważam, że 400 godzin prac w hospicjum jest lepszą karą dla "śmieszka" niż nawoływanie do linczu.



Tymczasem problem Pana Filipa pogłębia się, pojawiły się komentarze o przygotowywanym pozwie ws. upubliczniania danych osobowych, groźby naruszenia miru domowego przez Pana Filipa Chajzera oraz wielu gróźb dotyczących uszczerbku zdrowia, a nawet śmierci kierowanych do rzekomego autora mema przez fanów celebryty. Pan Chajzer usunął większość wpisów oraz próbuje ocieplić wizerunek, jednak obserwując ruch internetu oraz memów, doszło do klasycznego efektu Streisand, czyli im bardziej chcesz coś uciszyć i usunąć, tym bardziej się rozpowszechnia (więcej o zjawisku na wiki). 

Oczywiście przeciętny Kowalski nie jest celebrytą, ale mechanizm jest ten sam. Jeśli działamy w emocjach, manifestując to w sieci, to musimy liczyć się z gronem odbiorców, które będzie chciało nas jeszcze bardziej triggerować. Jeśli uprawiamy ekshibicjonizm w internecie tworząc posty o intymnych szczegółach z naszego życia, a posty te są publiczne, to również liczmy się, że będą komentowane i nie zawsze przychylnie. Patrząc na aferę z Panem Chajzerem, ze smutkiem stwierdzam, że sprawy by nie było nie tylko, gdyby Pan Chajzer nie uskuteczniał ekshibicjonizmu, ale również gdyby Grażynki i Janusze internetów nie podchwyciły sensacji i nie napędzały jej nienawistnymi komentarzami, nawołującymi do samosądów. Pamiętajmy! Nie dajmy się złapać na bajta (z ang. haczyk) i nie  dajmy się triggerować, miejmy RiGCZ i RiGCZem zwalczajmy hejt.
Wyniki konkursu Sowy, BOB i cholernie dobra kawa

Wyniki konkursu Sowy, BOB i cholernie dobra kawa

Żal było kończyć nam ten konkurs, bo wasze zgłoszenia były naprawdę dobre. Z pewnością oddawały klimat nieśmiertelnego Twin Peaks, a na tym zależało nam najbardziej. 

Zdecydowaliśmy się przyznać dwa pierwsze miejsca. Poniżej prezentujemy szóstkę dzieł laureatów oraz pięć prac, które nie dostały wprawdzie nagród, ale zdecydowaliśmy się włączyć do pokonkursowej galerii, bo miały w sobie to coś

I miejsca

Malwina Gaj


Marcin


II  miejsce

Twin Peaks - poster


III miejsce

Martyna

IV miejsce

Edyta Złotucha


V miejsce

Paweł Czarnecki


Wyróżnienia


BOB by Mike







Gratulujemy i dziękujemy, że wzięliście udział! Odwiedzajcie nas - już wkrótce kolejne atrakcje:)
Czym jest czas?

Czym jest czas?

Przede wszystkim czas to pojęcie pełne paradoksów. Z jednej strony doświadczamy go wszyscy, jest więc czymś naturalnym i prostym. Z drugiej najtęższe umysły filozofów i naukowców od wieków próbują bezskutecznie zgłębić jego istotę. A im głębiej sięgają, tym więcej pojawia się kłopotów. Jego natura przecieka im przez palce, potwierdzając tylko trafność metafory mówiącej o rzece czasu. Co wiemy o nim, poza tym że płynie nieubłaganie?



Z codziennych obserwacji wiemy, że to, jak szybko mija godzina, zależy od naszego podejścia i nastroju. Z całą pewnością istnieje więc coś takiego jak czas subiektywny. Każdy doświadczył przecież dłużących się w nieskończoność godzin nudy. Z drugiej strony tyle samo czasu może umknąć jak 5 minut, jeśli spędzamy go zajęci ciekawą pracą lub na przyjemnym spotkaniu z przyjaciółmi. Gdzieś usłyszałam, że ten czas wynudzony, przeciągnięty do granic nudą, zostanie nam z życia odjęty. A ten, który znika jak minuta wśród przyjemności - dodany. Oby tego drugiego było jak najwięcej;)
O indywidualnych wrażeniach upływania czasu mogą powiedzieć więcej psychologia i neurobiologia. Te dwie dziedziny zajmują się zarówno perspektywą mijających miesięcy i lat, jak i badaniem rytmu dobowego zwierząt i ludzi. Obecnie wiemy już, jakie części mózgu odpowiedzialne są za ten rodzaj percepcji, jednak jej mechanizmy wciąż pozostają zagadką, mimo że badania i eksperymenty prowadzone są od XIX wieku. Za twórcę koncepcji wewnętrznego zegara uznaje się amerykańskiego badacza Hudsona Hoaglanda, który zauważył, że kiedy jego żona miała gorączkę, wydawało jej się, że czas biegnie szybciej niż w rzeczywistości. Hoagland wyliczył, że 37 sekund według jego żony trwało tyle co minuta. Wpływ temperatury ciała na poczucie czasu testował również Brytyjczyk dr Alan Baddeley, który w trakcie dość kontrowersyjnego eksperymentu kazał uczestnikom pływać w morzu, gdy temperatura wody wynosiła zaledwie 4℃. Zmarznięci ochotnicy liczyli sekundy znacznie wolniej, niż wskazywał zegarek. Obaj badacze wysnuli wniosek, że musimy mieć w ciele jakiś centralny czasomierz, którym można manipulować. I starali się badać dokładnie odchylenia naszych wrażeń od obiektywnego upływu czasu, mierzonego zegarem.



Bez wątpienia w naszym ciele tykają biologiczne zegary. Wpływ na ich rytm ma nasz puls, metabolizm czy hormony. Najnowsze badania przeczą jednak wspomnianej wcześniej teorii jednego wewnętrznego zegara. Co ciekawe stan naszego ciała nie ma też bezpośredniego przełożenia na subiektywne odczuwanie czasu. Podczas gdy naszym organizmom bliżej do 25-godzinnego cyklu dobowego (jest to kwestia indywidualna) za wrażenia związane z czasem odpowiadają zwoje podstawy mózgu, kora przedczołowa oraz móżdżek w czasie niezbadanych jeszcze do końca procesów. Co więc wiemy?
„Kiedy siedzisz z miłą dziewczyną przez dwie godziny, myślisz, że minęła ledwo minuta. Jednak kiedy siedzisz na rozgrzanym palniku przez minutę, wydaje ci się, że minęły dwie godziny” – mawiał Albert Einstein, żartobliwie tłumacząc teorię względności czasu. Takie wrażenia psychologowie tłumaczą teorią uwagi. Według niej im bardziej skupiamy się na śledzeniu mijającego czasu, tym płynie on wolniej. Coś w tym jest, prawda? Wpatrując się uparcie w zegarek przez 2 minuty możemy przysiąc, że powinno ich minąć co najmniej 5. Nie patrząc na niego wcale nagle umykają nam gdzieś całe godziny. Psychologowie mówią też o interesującym mechanizmie w długofalowym postrzeganiu czasu. Co ciekawe momenty, które jeszcze niedawno dłużyły nam się w nieskończoność, np. stanie w korku, już po tygodniach czy miesiącach we wspomnieniach skracają się. Natomiast pełen wrażeń wieczór, który minął nam w oka mgnieniu, widziany z perspektywy zyskuje na czasie (i wartości). Ma to związek z ilością wrażeń zmieszczonych w danej jednostce czasu. Podobny mechanizm możemy zaobserwować w czasie pierwszego dnia wakacji czy urlopu. Zwykle mija on szybko, ale kładąc się do łóżka wieczorem w nowym miejscu, mamy wrażenie, że od wyruszenia z domu dzieli nas tak wiele.  Wiedza ta pomaga nam prawidłowo zinterpretować złudzenia chorej żony Hudsona Hoaglanda i zmarzniętych pływaków w doświadczeniu dr. Alana Baddeleya. Pierwsza leżąc w łóżku nie miała zapewne zbyt wielu wrażeń, stąd przyspieszanie czasu (gdyby gapiła się w zegar byłoby zapewne odwrotnie). Natomiast osoby przebywające w zimnej wodzie skupiały się na nieprzyjemnych doznaniach, które bez wątpienia im się dłużyły.
Na koniec spróbujmy rozwikłać zagadkę dotyczącą szybkości umykania lat. Od dawna wiadomo, że im człowiek starszy, tym szybciej one lecą. Dlaczego? Za to wrażenie odpowiedzialna jest rutyna i przyzwyczajenie. Dzieciństwo i młodość upływają nam bowiem na doświadczaniu coraz to innych, nowych rzeczy. Pierwsze pocałunki, pierwsze imprezy czy pierwsze dni w pracy zapisują się w naszym umyśle wielością wspomnień, które, wypełniając czas, wydłużają go. Im jesteśmy starsi, tym więcej w naszym życiu rutyny, na którą mózg nie chce marnować miejsca, uznając, że nie ma czego wspominać. Stąd iluzja, że czasu było mniej i minął szybciej. Warto zauważyć, że z wiekiem przyzwyczajamy się też do pewnych schematów i wprowadzamy własny rytm i rutynę. Na urlopie wybieramy więc te same knajpki, ścieżki czy leżaki. Stąd iluzja długich pierwszych dni wypoczynku, gdy wszystko jest nowe i stopniowego przyspieszania czasu, gdy już przyzwyczailiśmy się do nowych okoliczności. Eksperymenty naukowców, badających pamięć autobiograficzną, dowiodły dodatkowo istnienia tzw. wzgórza pamięci, czyli okresu, który pamiętamy najlepiej. Jest ono zarysowane najwyraźniej u 60-latków i dotyczy zwykle okresu od 15 do 25 roku życia, który obfituje w najwięcej wspomnień. Jak już wiadomo wpływ na to ma właśnie obfitość nowych doświadczeń i bodźców, a nie jakość naszej pamięci w tym wieku.



Jak uchronić się przed coraz szybszym mijaniem czasu? Sposoby są dwa. Po pierwsze ćwiczyć umysł i pamięć, aby zapisać w niej ze swego życia jak najwięcej, Po drugie łamać rutynę. Zmieniać otoczenie i własne przyzwyczajenia, aby mieć co wspominać na każdym etapie życia.
Copyright © 2016-2017 celebruj czas wolny , Blogger