Szaman, muchomor i święty Mikołaj

Wszystkie współczesne religie mają źródło w wierzeniach pierwotnych. Czasy, w których ludzie nie stworzyli jeszcze konkretnych dogmatów, gdy rodziły się mity nazywamy dziś okresem preanimizmu. Dzięki badaniom antropologicznym wiemy, że panowało wtedy niekonkretne, ale mocne przekonanie ludzi o istnieniu czegoś większego od nich. Dowodem na to i samym bóstwem była wtedy mana, czyli energia drzemiąca zarówno w ludziach roślinach i zwierzętach jak i żywiołach. Osobą uprawnioną do kontaktu z tym co nadnaturalne był szaman, a jego portalem magia. Wiedza o symbolach i rytuałach była przekazywana z pokolenia na pokolenie, nie była dostępna dla każdego. Dlatego szaman - uzdrowiciel był jedną z najważniejszych osób w społeczności. Jeden z jego artefaktów stanowiły zioła i rośliny o działaniu narkotycznym wykorzystywane zarówno do leczenia jak i rytuałów. 
Każda kultura posiada własne święte rośliny. Wiemy o koce czy ayahuasce. Chce się jednak skupić na czymś mniej egzotycznym, czyli muchomorze czerwonym. Obecnie grzyb ten nie cieszy się dobrą sławą, dlatego zaskoczyć może fakt, że kiedyś (i zapewne nadal) używany był do leczenia i obrzędów szamańskich. W internecie znaleźć można informacje o Grzybogu, jak nazywa się czasem tę roślinę, przypisując jej ogromną moc i ważną rolę w każdej właściwie kulturze. By jednak nie wikłać się w zbyt szerokie poszukiwania, skupię się na pierwotnej kulturze Syberyjskiej. Na tym obszarze obecność tego grzyba w obrzędach mistycznych jest najlepiej udokumentowana. Nie można jednak wykluczyć że muchomor był używany również w całej Europie. 



Używka ta służyła nie tylko leczeniu chorób za pomocą oczyszczenia duchowego. Była też częścią uczt i obrzędów mających zjednoczyć społeczność. Oczywiście nigdy nie spożywano jej na surowo. Grzyb musiał być wcześniej wysuszony nad ogniskiem lub na słońcu. Następnie zjadano go w formie suszu, z sokiem lub alkoholem. Objawy lekkiego zatrucia przy dobrze przygotowanym surowcu były krótkie lub nie występowały wcale. Po około godzinie biesiadnicy zapadali w półsen będący mistyczną wędrówką duszy. Co ciekawe w tej fazie bardzo często występuje zjawisko mikropsji lub makropsji, czyli zaburzeń w postrzeganiu wielkości przedmiotów. Może stąd właśnie wzięły się baśnie o olbrzymach i krasnoludkach? Nazajutrz po spożyciu muchomora częstą praktyką wśród szamanów było picie własnego moczu. Pozwalało to na osiągnięcie odmiennego stanu świadomości jeszcze raz, wzmacniało też podobno prozdrowotne aspekty rytuału. Warto podkreślić, że urynoterapia była częstą metodą leczniczą w społecznościach pierwotnych, a obecnie naukowcy znajdują w moczu komórki macierzyste, więc może coś w tym jest?

Skąd w tytule tekstu św. Mikołaj? Pasjonaci Grzyboga doszukują się jego symboliki zarówno w sztuce klasycznej jak i popkulturze, właściwie wszędzie. Mikołaj ze swoim biało-czerwonym strojem i latającym zaprzęgiem reniferów bardzo tu pasuje. Dlaczego? Nie tylko przez adekwatne kolory. Wrażenie latania czy lewitacji było bardzo częstym objawem po spożyciu muchomorowego wywaru. Prócz tego reniferom podobno zdarza się zjadać wspomniane grzyby, a nawet pić potem swój mocz. Nie wierzycie? Poczytajcie o jaguarach i ayachuasce czy słoniach i sfermentowanych owocach. Zwierzęta też mają swoje nałogi.😊

2 komentarze:

  1. A może muchomor był dla nich takim dopalaczem?

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie może to taki dopalacz.
    Jakoś bałabym się spróbować czy tak zadziała. Wolę nie ryzykować.
    A skojarzenie muchomora z Św. Mikołajem - w życiu bym na to nie wpadła.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016-2017 celebruj czas wolny , Blogger