pierwszy haker

- Noe?
- No?
- Idziesz? Obiad stygnie.
- Zaraz, zaraz. Muszę jeszcze tylko... Cholera. Ech...
- Co znowu?
- Mam problem z dinozaurami. Za dużo ważą, nie potrafię tego skompresować.
- Zostaw to i chodź na obiad. Masz jeszcze czas. Chodź, zupę zjesz, to ci pomoże. Dobra, pomidorowa. Chodź, bo wystygnie.

Noe zdjął okulary i przetarł oczy. Pracował od tygodni, a przecież tyle było jeszcze do zrobienia! Żona mówiła mu: “Noe, twoje imię znaczy odpoczynek i pocieszenie, ale odkąd dostałeś to zlecenie od pana B., w ogóle nie odpoczywasz, a ja nie znajduję w tobie radości. Co z tobą?”.
Sam zadawał sobie to pytanie. Czuł dziwne wibracje, czuł, jak coś pcha go do działania. Mógł nie jeść, nie spać, nie potrzebował seksu, rozmowy czy innych rozrywek. Nawet wino przestało go interesować. 
Pan B. rzekł mu, że to nie będzie łatwa robota. I faktycznie, samo zebranie kodów wszystkich gatunków zajęło ponad tydzień. Z odmianami ludzkimi nie było problemu, ich szyfr został odkryty już dawno temu i był ogólnie dostępny, ale takie gatunki jak jeleń, morświn czy jaskółka były naprawdę słabo opracowane albo dane zaginęły. Musiał łamać kod na nowo, nie chciał niczego pominąć. Waila martwiła się, bo cały boży dzień siedział przed ekranem maszyny, którą dostarczył posłaniec. Noego nie zrażały nawet błędy systemu i to, że czasami musiał się cofać i powtarzać obliczenia. Był pełen pasji. 



Zupa była dobra. Noe patrzył z wdzięcznością na Wailę. Gdyby nie ona, całkiem by przepadł i oszalał.
Pan B. zjawił się któregoś dnia osobiście, żeby przedyskutować szczegóły. Z początku Noe nie zauważył go, był pogrążony w pracy. Pan długo mu się przyglądał, aż wreszcie powiedział:
- Wiesz, Noe, ludzie to kurwy. Kiedy szedłem do ciebie... ta ulica, tu jest od cholery śmieci. Taki brud. Puszki, jedzenie, fekalia. Wszędzie pełno much. Doprawdy nędzny z was naród. Oczywiście oprócz ciebie, Noe. Ciebie bardzo lubię, bo w przeciwieństwie do nich z tobą można się dogadać. Czasami zdajesz się mnie rozumieć.
- Staram się. 
- Masz jakieś pytania?
- Nie, panie B. Nie mam.
- Nie masz? Dlaczego?
- Nie potrzebuję pytać, żeby dobrze dla pana pracować. Wierzę, że ma pan w tym swój interes.
- Ale czy nie chciałbyś stać się większą częścią mojego projektu?
- Oczywiście. Jeśli jest więcej do zrobienia, chętnie się tym zajmę. Wiem, że jest pan hojny i wynagradza sprawiedliwie. 
- To dlaczego nie prosisz o kolejne zadania?
- Nie chcę się narzucać. Jeśli uzna pan, że dobrze pracuję, może sam zleci mi coś jeszcze. Ja chętnie sobie dorobię. Żona…
- Może coś się jeszcze znajdzie, zobaczymy. Na razie skup się na tym zadaniu.
- Tak, tak. Proszę spojrzeć. Przy okazji oznaczam je wszystkie tagami i grupuję. To ułatwi utrzymać porządek w bazie. To będzie piękna kolekcja. Cieszę się, że mogę pomóc.
- Tak, chcę uporządkować swoje zbiory. Za dużo rzeczy mi teraz umyka. A ja lubię mieć pod kontrolą.
- Oczywiście. To zdrowe dla każdego układu.
- Wiesz, co, Noe? Tym razem ci nie zapłacę.
- Ale jak to, panie B.? Jeśli czymś obraziłem…
- Zafunduję ci wycieczkę. 
- Wycieczkę? Ale żona...
- Wam obojgu. Przyznaj, przyda się trochę odpocząć, co? Załatwię wam podróż w jakieś spokojne miejsce. Odpoczniecie.
- Rzeczywiście może by się przydało.
- No widzisz. Jak się sprężysz z robotą, dorzucę jakieś kieszonkowe. To serwus, tymczasem!

Waila patrzyła na męża z coraz większym niesmakiem. Przestał być w ogóle przydatny, nie chodził nawet po zakupy. Z nudów zaczęła pijać kawę z rudym sąsiadem. Od kubka do kubka ich języki oblazły się i splątały, a kiedy po tygodniu zauważyła, że Noe nic nie zauważył, wyprowadziła się.

 - Waila? Może bym zjadł…
Kiedy nie odpowiadała, po jakimś czasie wstał od maszyny i opuścił warsztat. Przy każdym kroku strzykało mu w kościach. Rozmasował ramiona i wyprężył plecy. 
- Boże, przydałoby się trochę gimnastyki. Całkiem zesztywnieję przez tę robotę. Waila? Co z tym obiadem? Pomidorowa zdaje się, coś mówiłaś niedawno. Zjadłbym, zgłodniałem już. Waila?!
Poszedł do kuchni i zajrzał do lodówki. Powąchał coś, chyba ser, zdecydowanie zgniły.
- Pewnie poszła do sklepu.
Wrócił do pracy, ale żona nie pojawiła się ani tego, ani następnego dnia. Dopiero trzeciego wpadła po rzeczy.
- Boże! Noe, co z tobą? 
- Co?
- No jak ty wyglądasz!? Jak wariat.

- O co ci chodzi? Waila! Waila, Waila! Czekaj, co ci powiem, zobacz! Zobacz, Waila, skończyłem. Ha! Ha ha! Gotowe, możemy jechać. Chciałaś odpocząć, Waila, to zobacz, masz, skończyłem i możemy jechać odpoczywać. Pakuj się, złota. Muszę jeszcze tylko przejrzeć to muszę jeszcze tylko i potem już zadzwonię do pana B. telefon zrobię, żeby podstawił nam samolot. O! On już z pewnością coś dobrego nam przygotował. Ha! Spodziewałaś się? Nie pewnie, że nie, niespodziankę zrobić chciałem, pan B. mówił, że będziesz się cieszyć i opowiedział mi wszystko to gdzie będziemy, to będzie w górach, piękne miejsce, mówił, pokazał mi, jak tam jest. Ja wiem, że ludzie to kurwy, ale on wybrał mnie do tej roboty, bo jestem szczególny, bo nas lubi, chce, żebyśmy dalej dla niego pracowali i pomagali mu, i nawet wysyła nas na odpoczynek. Taki pracodawca to skarb, Waila. Nie możemy go niczym obrazić, Waila! Nie będę brał już innych zleceń niż jego. Przygotował dla nas wyjazd, polecimy tam i na tej górze odpoczniemy. Naładujemy się. Zaczniemy od nowa i będzie już dobrze.

7 komentarzy:

  1. Idealne opowiadanie o tym, co się może stać, jak się zapomni o work life balance :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nic tak nie wyniszcza, jak niezdrowe podejście do pracy;)

      Usuń
  2. bilbia wpątana w spółczesność plus Evan czy Bruce Wszechmogący :p obre to bardzo dobre...
    pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie się czytało, często zapominamy, że nie tylko praca człowiek żyje. Musi tez czasem jeść:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie;) niby bez pracy nie ma kołaczy, ale myślę, że działa to i w drugą stronę;)

      Usuń

Copyright © 2016-2017 celebruj czas wolny , Blogger