alt-J

alt-J

Lubię dzielić się muzyką. Szczególnie taką, która mnie opęta. Po fali wschodniego etno, którego próbkę możecie zobaczyć tutaj, znów ostro skręciłam na zachód. Moja nowa wielka miłość, zespół alt-J pochodzi bowiem z wysp brytyjskich. Wiki mówi, że grają indie rock, który jest niczym więcej, jak podgatunkiem muzyki alternatywnej. Rzeczywiście trudno do nich przypiąć jakąkolwiek inną łatkę. Zespół stworzył tak nastrojowe numery jak:



a przy okazji to im zawdzięczamy znany numer z reklamy:



Im różnorodniej, tym ciekawiej. Dlatego polecam zapoznać się nieco bliżej z dorobkiem tych piekielnie zdolnych muzycznie studentów sztuki. Na zachętę anegdotka. Podobno na wczesną muzykę alt-J ogromny wpływ miały wymogi zachowania ciszy w akademiku, gdzie tworzyli. Teraz mogą już być głośniej.





Ogół i szczegół

Ogół i szczegół

Tym razem inspiracją okazują się słowa przedszkolanki, która tłumaczy dziecku:

- My tu stanowimy całość, pewną grupę. Dlatego robimy pewne rzeczy razem. I nie wiąże się to z tym, że komuś coś się podoba czy nie. Niestety, trzeba robić to, co wszyscy.

Mijam całą gromadkę w drodze do pracy. Mała wycieczka szybko znika, ale słowa kobiety zostają i uwierają. Zanim się z nimi rozprawię, zdradzę wam, że nigdy nie widziałem siebie w roli w nauczyciela, ale miałem okazję poprowadzić jedną lekcję na studiach. Była krzyżówka, było bardzo przyjemnie, ale nie było we mnie potem chęci do tworzenia konspektów, raportów i sprawozdań. Niechęć do szkoły i systemów edukacyjnych pojawiła się także tutaj. 
Dlatego nie chcę negować postawy przedszkolanki, tylko potraktować ją jako punkt wyjścia i zastanowić się, czym jest grupa, czym jednostka i co jest ważniejsze. 



Nie przypuszczałem, że można podchodzić do tych spraw tak różnie, dopóki nie poczytałem o Azji. Dopiero wtedy zrozumiałem, że stosunek do społeczeństwa to kwestia nie tylko indywidualna, ale kulturowa. Szczególnie widać to, gdy zestawimy Azję z Europą. Wydaje nam się, że świat odkryto właśnie z naszej perspektywy. Nic dziwnego, że najmniejszy (prawie) i najbardziej zakompleksiony kontynent od samego początku próbował nadrabiać braki. Stąd “odkrycie” Ameryki, wynalazki takie jak papier i druk (znane w Azji dużo wcześniej) czy wszystkie akcje kolonizacyjne (plus misje religijne). Europejski egotyzm przejawia się na każdym kroku. Rozprzestrzenił się i dzięki temu już zawsze od wynalazcy ważniejszy będzie ten, kto opatentował wynalazek, od odkrywcy ten, kto odkrycie opisał i nazwał, a od ludzi naprawdę ciekawych - ci bardziej krzykliwi.
Azjatyckie podejście społeczne daje wsparcie i myślę, że w takiej kulturze łatwiej jest realizować szeroko pojętą ideę. Oczywiście nie tylko te pozytywne - miejmy świadomość tego, jak może wyglądać system wykorzystujący wszystkich dla dobra ogółu (patrz Korea Północna). Mentorem w takich kwestiach pozostaje dla mnie Orwell, który pokazał, jak ważna jest moralność jednostek. A nie systemów, państw czy religii. Dlatego mam nadzieję, że przedszkolanka swoimi słowami wywołała w dziecku jedynie sprzeciw.
Niewola narracji

Niewola narracji

Wszyscy tkwimy w szponach historii. Od środka atakują nas własne mity, na zewnątrz - cudze scenariusze. A my gotowi jesteśmy za nie płacić. Każdego dnia słuchamy opowieści i generujemy własne. Niezależnie od tego, czy jesteśmy twórcami czy odbiorcami, pozostajemy w niewoli.


W czym tkwi tajemnica tego magnetyzmu? Może to atawizm. Podobno w pierwotnych strukturach plemiennych wspólne opowieści pełniły bardzo ważną rolę. Spajały grupę i pozwalały poradzić sobie z traumami, takimi jak wojna, choroba czy śmierć. Opowiadającym - a także przewodnikiem - był szaman. Wprowadzał resztę grupy w świat duchowy, różny od tego codziennego, ale i ściśle z nim powiązany. Przenikanie się tych sfer było kluczowe. Nadawało sens doświadczeniom. Nie tylko granicznym, jak umieranie, ale i tym codziennym - polowaniu czy budowaniu domów. Opowieści dopełniały rzeczywistość, wzbogacały ją. Nie służyły czystej rozrywce czy promocji, choć dziś bywa tak na co dzień.




Pogłębioną rolę historii można też obserwować w trakcie spotkań różnych grup wsparcia, gdzie wykorzystuje się jej leczącą moc i działa to w obie strony. Słuchając czyichś przeżyć ćwiczymy empatię i korzystamy z doświadczeń opowiadającego. Mówiąc o sobie, oswajamy trudne przeżycia i mamy szansę spojrzeć na nie szerzej. Zrozumieć pewne rzeczy lepiej i wyciągnąć wnioski, które przełożą się na konkretne działania czy postawy. Dzięki pracy na historiach mądrzejemy.

Zwykle gdy idziemy do kina, sięgamy po książkę czy szukamy nowego serialu, nie myślimy o terapii. Robimy to dla czystej przyjemności - własnej lub wspólnej.  Jednak wierzę, że nawet kino klasy B oswaja nasze lęki i czegoś uczy.
Jeśli wejść od kuchni w strukturę choćby kilku dobrych opowieści, widzimy, że zbudowane są na podobnych zasadach, tylko z innych klocków. A my - jako widz czy czytelnik - ciągle dajemy się nabrać na te same sztuczki. I lubimy to. Nawet, gdy za sprawą przyczyny i skutku, odnajdujemy się nagle o 3 nad ranem w połowie 3 sezonu serialu o piratach, a los każdego z nich jest nam co najmniej nieobojętny. I teraz pytanie kluczowe. Czy czas spędzony z nimi należy uznać za stracony? A jeśli tak, to czy kilka wieczorów z Bergmanem lub dajmy na to Iliadą, to zupełnie inna bajka? Wiele osób powiedziałoby, że tak. Po części się z nimi zgadzam, ale jest we mnie też głos, który mówi, że nie tylko kino czy książka klasy A to obcowanie z kulturą. Ta niższa półka, opatrzona często łatką popkultury lub mainstreamu, też może dać nam coś więcej niż czysty relaks. Poruszyliśmy już tę kwestię we wpisie o złych filmach



Nie ma się co łamać. Opowieści i anegdoty mają nas w swojej opiece i nie da się funkcjonować inaczej. Nie uciekajmy od narracji - korzystajmy z niej. A przy tym dbajmy o to, żeby produkować własną. I mieć udział w budowaniu historii.
Igraszki z porażkami

Igraszki z porażkami

Świat poszedł do przodu tak bardzo, że nie ma już miejsca na potknięcia. Tworzymy rzeczywistość pełną ekspertów, w której przyznanie się do niewiedzy oznacza słabość (zresztą po co pytać, skoro wszystko da się sprawdzić w Google).
Dysonans widać nie tylko w sferze biznesowej. Tu odkąd pracuję bawią mnie różnice między tym, jak firmy prezentują się na zewnątrz i jak wygląda to od środka. Coraz częściej podkreśla się jednak znaczenie tak zwanej marki osobistej. Bo przecież wszystko da się wykreować i sprzedać - szczególnie w internecie. 

Odpowiednia otoczka, dobrej jakości grafiki i wzbudzający emocje tekst. A pod spodem może czaić się wszystko, co tylko zna ludzka wyobraźnia. A już na pewno niejedna porażka. 

Od małych potknięć po życiowe traumy i osobiste tragedie. Niepowodzenie ma wiele twarzy, a pech pięknie wzbogacił niejedną historię.
Błędy i nieszczęścia nabierają wartości z czasem. dlatego warto o nich mówić. I w ramach szczytnej akcji Tygodnia Porażki chętnie opowiemy o swoich. W końcu gdyby nie one, nie byłoby tego bloga.



Złe studia, złe początki

Zacznijmy od tego, że wielkim błędem i porażką, która rzuciła cień na późniejsze lata, było to, że nie wiedziałem, czego chcę. W efekcie po liceum próbowałem się dostać na dziennikarstwo (wiedziałem, że chcę pisać, nie wiedziałem tylko, o czym). Nie udało się. Udało się za to z filologią polską. Wybór fatalny. Szkoła poetów nie dawała żadnej przyszłości. Tym bardziej, że szybko porzuciłem plany zostania nauczycielem.
Prześlizgnąłem się, miałem kilka razy wielkiego farta. A potem zaczęła się tułaczka po rynku pracy. 
Czy żałuję? Oczywiście, że nie. Ten błąd świetnie mnie ukształtował. Doświadczenie w kilkunastu zawodach uznaję za bezcenne, a na studiach poznałem Michalinę, z którą obecnie prowadzę nie tylko tego bloga;)


Jest dym, ale ognia nie widać, czyli stowarzyszenie

Nie wiedząc, czego chcę, oczywiście obracałem się wśród ludzi o podobnym spojrzeniu na świat. Nudziliśmy się razem, a literatura nie niosła ukojenia. Chcieliśmy robić wielkie rzeczy. Czytaliśmy o takich, tymczasem świat dookoła zdawał się robić z roku na rok tak ponuro dojrzały. Przy takiej perspektywie łatwo wypaść z obiegu. 
Wśród setek pomysłów i projektów pojawiło się stowarzyszenie - Olsztyn Wschodni. Nazwa nawiązywała do pustej stacji i takie też w skrócie były losy naszej literacko-artystycznej sytuacyjnej grupy twórczej (poza kilkoma sukcesami). 
W tej i wielu podobnych okazjach zachowywałem się identycznie. Wielki zapał na początku, pstryk i totalna niechęć. Wystarczyło krótkie wybicie z rytmu i kolejny projekt lądował w koszu. Z jednej strony mam o to do siebie żal. Mam wrażenie, że przepadło mi sporo okazji. Ale skoro nie zaiskrzyło, może nie było to dla mnie? Może nie byłem gotowy? Wiem na pewno, że dzięki tak różnym próbom zyskałem szerokie doświadczenie. Nie umiałem się w nic zanurzyć, ale miałem dobre pole widzenia. Tu wskazówka dla was. Jeśli też macie słomiany zapał, pamiętajcie, że to sprzyja nauce nowych rzeczy. Wielu nowych rzeczy. 


Etat, etat i człowiek przepadł

Przeciętnie człowiek traci najwięcej czasu na sen. Dla mnie sen to jednak wspaniała część życia i za czas stracony uważam ten poświęcony pracy. Przemęczone długie godziny. Czasem nawet gorsze niż na matematyce w szkole. Minuty zawieszone w powietrzu. Jest we mnie jakiś opór w dawaniu z siebie wszystkiego na rzecz kogoś, kto tylko mi za to płaci. Nadmierne zaangażowanie chętnie wykorzysta każdy szef, ale ostatecznie okazuje się, że w biznesie chodzi o biznes, nie o ludzi.  
Każda praca była dla mnie przygodą i lekcją. Uczyłem się siebie i ludzi. Z ludźmi mam w życiu największy problem i publicznie zwyczajnie się gubię. Nieśmiały i małomówny przestaję być dopiero przy trzecim piwie. Dlatego podwójnie cenię doświadczenia zdobyte do tej pory w pracy i cieszę się, że mam je za sobą:)



Błędy nie są złe, bo zawsze do czegoś prowadzą. Część z nich da nam wprawdzie po pysku, ale to pomoże tylko nabrać lepszych kształtów, prawda? 

Dzielcie się swoimi. 
#tydzienporazki #weekforfailure
Kurkuma na odporność. Jak przygotować miksturę

Kurkuma na odporność. Jak przygotować miksturę

Jeśli jak ja, tupiąc nóżkami, czekacie na pierwsze, wiosenne słońce, bądźcie ostrożni. Lekkie, wygodne płaszcze i sezonowe debiuty zeszłorocznych ciuchów niosą zagrożenie przeziębienia. I to dotkliwego, bo gdy tylko ustąpicie pola, zepchnięci do łóżka katarem, za oknem będzie szalało kwietniowe słońce. Będzie wam źle. 

Aby i wilk był syty, i owca cała, należy podnieść odporność, ewentualnie mieć w zanadrzu środek ratunkowy na przeziębienie. Naprawdę warto. Mądrość gminna właśnie na przesilenie zwala większość i sezonowych, i zastałych chorób. Jak się ustrzec?
Są dwie drogi. Jedna z nich to spacer do apteki i wspomaganie się chemią. Opcja dla leniwych i odważnych, biorąc pod uwagę, że i tak na co dzień swiat atakuje nas tablicą Mendelejewa. Innym prostym i o niebo lepszym sposobem jest wykorzystanie tego, co daje natura. W tym przypadku kurkumy, bliskiej kuzynki imbiru.



Ten niezwykły korzeń przez długie lata był znany u nas wyłącznie jako barwnik. Jednak jogini i lekarze ajurwedyjscy stosowali kurkumę jako lek od wieków. Dziś my również bez obaw możemy korzystać z jej dobroczynnych właściwości. Działa przeciwzapalnie i oczyszczająco m.in. na wątrobę i nerki. Pomaga też usuwać śluz z organizmu i wzmacnia stawy. Podawana według indyjskich receptur z dobrym tłuszczem i pieprzem stanowi naprawdę skuteczną miksturę. Aby móc przygotować ją w domu i cieszyć się efektami, należy przede wszystkim sprawdzić pochodzenie i skład surowca. Unikajmy kurkumy z Chin, gdzie większość ziemi uprawnej jest zanieczyszczona. Szukajmy tej pochodzącej np. ze Sri Lanki. Ważna jest też czystość przyprawy. Najlepiej kupować ją w korzeniu i samodzielnie ścierać.

Zaopatrzeni w dobrą kurkumę przystępujemy do przygotowania pasty. Przepis jest prosty.

2-3 łyżki kurkumy rozpuszczamy w szklance wody i podgrzewamy na małym ogniu przez minimum 8 minut. Często mieszamy, bo mikstura w tym czasie powinna zgęstnieć. 

Następnie ją wystudzamy i tyle. Przechowana w słoiku w lodówce będzie zdatna do użycia przez ok. 2 tygodnie. Taką pastę możemy dodawać do mleka (najlepiej roślinnego) na ciepło z odrobiną pieprzu i dobrego oleju (polecam kokosowy) i mamy mega skuteczny, naturalny lek przeciw wrednym infekcjom i stanom zapalnym, które chcą nas ograbić z pięknych początków wiosny.


Copyright © 2016-2017 celebruj czas wolny , Blogger